Wegańska przygoda na Krowodrzy
Zielona budka przy Parku Krakowskim znów tętni życiem. To w niej od niemal dwóch lat „rządzi” Iskra z Irydem, którzy karmią Krowodrzan przepyszną kuchnią wegańską. Krótkie menu na tablicy od frontu zaprasza do kosztowania wybornych, choć prostych dań. Bar Przygoda, bo o nim mowa to świetne miejsce dla każdego, kto szuka czegoś ciepłego i smacznego w niewielkiej cenie.
Rozmawiała: Justyna Kozubska-Malec

Nowe oblicze zielonej budki przy Parku Krakowskim
Bar Przygoda mieści się w kultowej zielonej budce tuż przy wejściu do Parku Krakowskiego. Czy czujesz – pytam Iskrę – brzemię tego legendarnego miejsca, w którym sprzedawano najlepsze hot-dogi na Krowodrzy?
Szczerze mówiąc to nie. Oczywiście, że zdarzają się osoby, które wchodzą tutaj tak bezpośrednio pod kontuar i proszą o zapiekankę czy hot-doga, ale ich jest bardzo mało. To są zwykle starsi, którzy wpadają na Krowodrzę z innych zakątków Krakowa „pogrzeszyć” fastfoodowo lub przychodzą z sentymentu na zapiekankę. Gdy dowiadują się, że u mnie takich dań nie otrzymają, często zostają na kawę czy ciasto i wspominają dawne czasy. Cieszy ich, że zielona budka ma nowy charakter i niekiedy wracają spróbować mojego menu.
No właśnie, kiedyś królowały tu parówki, a teraz od niemal dwóch lat króluje wegańska kuchnia roślinna. Dlaczego takie właśnie menu?
Sama jestem weganką, więc gotowanie czegoś innego nie wchodziło w grę. Weganką jestem od 15 lat. Dlaczego wegańska kuchnia w tym miejscu ma sens i dlaczego domowa to myślę są kluczowe pytania. U mnie nie zje się falafelu ani frytek z batatów, bo w dzielnicy takich rzeczy jest dużo. Jedzenie codziennie kebabu czy pizzy nie jest zdrowe i proszę sobie tego nie robić. Kuchnia w budce była przygotowana pod fast food, ale my ją zmieniliśmy na całkiem fajne wnętrze, gdzie można ugotować porządne jedzenie. Tutaj zawsze jest jedna zupa ciepła, latem bywa jeszcze chłodnik no i jednogarnkowe danie np. leczo czy coś podobnego lekkiego podawane z bułeczką. Są też kanapki na gorąco z hummusem, napoje i jakiś deser. Mając tak krótką kartę staramy się mieć codziennie coś innego. Karta dań jest sezonowa, korzystam z produktów dostępnych od ręki i kupuję raczej lokalnie. Odpowiadam na dwie potrzeby: jest wegańsko i jest domowo. Tutaj w okolicy bardzo dużo ludzi pracuje i niekoniecznie przychodzą z obiadem z domu, a u mnie zjedzą coś pożywnego i całkiem przystępnie cenowo.

Prosta kuchnia i pyszne ciasta
To co przyciąga uwagę to super napisane menu na tablicy na zewnątrz budki. Po pierwsze znajdziemy na niej informację kiedy w danym dniu otwierana jest budka, a po drugie co można zjeść. Skąd czerpiesz pomysły na te dania?
Krajem, który najbardziej mnie inspiruje jest Polska, choć zdarzają się w mojej kuchni odniesienia do kuchni arabskiej czy wschodniej. Wiele dań to czysta kreatywność, podobna jaką wykazywały się panie ze stołówek szkolnych, w których jadłam sporo gdy byłam dzieciakiem. Jestem z rodziny kolejarzy, w młodości dużo się najeździłam po ośrodkach wczasowych i tam jadłam równie inspirujące dania, których w domu nie doświadczyłam. W rodzinie jadło się mało mięsa, które podawano tylko od „wielkiego dzwonu”, za to królowały ziemniaki pod wszelkimi możliwymi postaciami jak: placki ziemniaczane, pyzy, kopytka, puree czy talarki ziemniaczane rzucane na olej, które były takie chrupiące. Bardzo mile wspominam też makaron z serem podawany na słono. Sporo jedliśmy tez surówek i jarzyn gotowanych czy pieczonych. To wszystkie doświadczenia smakowe stały się teraz moją podstawą do gotowania dla moich gości.
Z profilu FB „Co dziś u Iskry? – ahoj Przygodo” można dowiedzieć się, że można tu zjeść też pyszne ciasta jak szarlotka czy „pleśniak”. Czy możesz zdradzić skąd czerpiesz pomysły na te wyśmienite desery?
To nie jest mój profil, tylko Fanpage założony przez grupę sympatyków baru, żeby wiedzieli co dziś u mnie się podaje bez wychodzenia z domu. Ja nie jestem „społecznościowa” i bardziej cenie relacje międzyludzkie niż sieciowe. Nie mam zatem wpływu na to co jest tam publikowane. Z ciastami jest podobnie, to nie są moje przepisy tylko mojej przyjaciółki Agnieszki oraz mojej Żaby, czyli Iryda. Oni oboje uwielbiają piec i to od ich humoru i pomysłowości można u mnie zjeść coś słodkiego. Agnieszka jest twórczynią kultowej już szarlotki, która pojawia się u mnie od wczesnej jesieni do wiosny, bo wtedy są dostępne jabłka szare renety. Potem pojawiają się inne ciasta, ale nie ma określonych dni kiedy one są, trzeba do mnie po prostu zaglądać. Deser Iryda to Francja-Elegancja czyli pychota z kaszy mannej na mleku roślinnym z dodatkiem wody pomarańczowej i polany sosem ze słonego karmelu i posypany popcornem. Jest naprawdę pyszny, warto dla niego zgrzeszyć.

Nieoczywiste wydarzenia i sztama z "lokalsami"
Bar Przygoda to malutki lokalik, który tętni życiem. Niedawno organizowaliście stypę dla królika czy Sylwestra. Czy tak każdy z ulicy może przyjść do Ciebie i poprosić o organizację mini-imprezki, czy mogą to zrobić tylko wybrani?
Jeśli ktoś jest na tyle pomylony, by robić imprezy w takiej malej przestrzeni to on już jest jakby wybrany i już jest to swój człowiek. To lokal, który przyciąga fajnych bywalców a nie osoby z wielkim ego. Jeśli ktoś potrzebuje cateringu albo porcji obiadowych na jakieś wydarzenie jest tez taka opcja.
Bar Przygoda stoi już praktycznie na końcu ul. Lea, sąsiaduje jedynie naprzeciwko z kinem Mikro oraz
Cukiernią Słodko i Czule. Czy wspieracie się nawzajem, czy jednak każdy pracuje tylko dla siebie? A może z kimś innym Bar trzyma tzw. sztamę?
Sztamę trzymam z każdym. Rabat mają pracownicy kina Mikro i ich publiczność, gdyż kin studyjnych trzeba bronić. Jest ich coraz mniej i one chronią nas przez zalewem filmów bez treści i nastawionych tylko na pustą rozrywkę. My jesteśmy karmicielami osób, które do kina lecą na złamanie karku, nie myśląc o jedzeniu przed seansem. Jest to szybka „wydawka”. Drugą fajną relacją jest sztama z Wojtkiem z antykwariatu Domowa Biblioteka, od którego mam trochę książek i czasopism w barze. Wiele z nich jest o tematyce lotniczej, bo to mój konik. Książki generalnie są do czytania na miejscu i to się klientom podoba. Dobre relacje mam też z cukiernią Słodko i Czule oraz z bardzo miłym gościem od zapiekanek, hot-dogów i kiełbasek na pl. Inwalidów. Za pan brat jesteśmy też z Adamem od rowerów z ul. Lea. Z każdym zatem utrzymujemy dobre relacje, które wszystkim nam służą. Jest fajnie.

Wielkie serducho na małym metrażu
Gdzie robisz zakupy? Lokalnie na placu targowym czy może korzystasz z dużych hurtowni?
Dużo zakupów robię na placu przy Lea, bo wiem, że znajdę tam warzywa i owoce od prawdziwego rolnika. Zakwasy, pachnące pomidory, świeże warzywa do chłodników czy sałaty większe od mojej dłoni. Posiłkuję się też hurtowniami, bo nie jestem w stanie dużo dźwigać ciężkich jarzyn i nie dostanę w okolicy dobrego tofu. Jednak wszystko robię z umiarem i z myślą, by wyszły jak najlepsze, naturalne dania.
W środku zielonej budki znajduje się dosłownie kilka miejsc siedzących, ale swoje miejsce ma malutkie, ale jednak, akwarium z jedną rybką. Co to za gatunek i czy jest to maskotka Baru Przygoda?
Porównanie ryby bojownika do maskotki bardzo mi się podoba. Marzeniem Iryda było akwarium z tą rybką, więc je spełniliśmy. Bojownik żyje wraz z krewetką Arnoldem Boczkiem w 20-litrowym pojemniku, ma zielone, lekko splątane rośliny i ciemną wodę, którą uwielbia. To młoda, jednoroczna rybka, którą bardzo kochamy i wydaje nam się, że jest z nami szczęśliwa.
Na koniec pytanie o nazwę, dlaczego Bar Przygoda?
Od 6 lat mieszkam na Krowodrzy i przez ten czas wiele w tej budce się działo. Mnie od razu to miejsce skojarzyło się ze schroniskiem. To jest przecież taka chatynka w parku, która kojarzy się jednoznacznie turystycznie. Może moje podhalańskie korzenie temu skojarzeniu sprzyjają. Ona ma przepiękny widok na park, położona jest w zieleni, a jej umiejscowienie tak u wylotu ulicy pozwala osobom, które z niej wychodzą ruszyć w podróż pełną przygód. Albo wręcz na odwrót przycupnąć w niej po wojażach pełnych wrażeń i zjeść coś ciepłego i domowego. Nazwa więc nasunęła mi się wcześniej niż menu. Zainspirowała mnie architektura. I te drzewa, które mnie okalają. Wystrój drewniany, góralski, meble wzięte z wyprzedaży, obrusiki i swojska atmosfera, czego więcej trzeba. Wszystkie rzeczy to jest jakiś recycling czegoś. Wiele tu jest rzeczy przyniesionych od znajomych na start jak kaczuszka na pieniążki czy dzbanuszek. Radio znalezione na śmietniku, wszystko z duszą i historią i na wszystko jest miejsce. Nasz pies Szancia twierdzi, że to jej buda, a ona wie co dobre.